5 stycznia 2012

2011: podsuma

W związku z brakiem propozycji na nominacje, przedstawiam całkowicie subiektywne podsumowanie minionego roku :)

  • Padlina Roku: Mat
  • Bo każda z nas choć jedną musi mieć ;)
  • Fuj Roku: azjatycka klimatyzacja
  • Za nieustanne przeziębienia w lecie. Specjalna nagroda dla mroźnej wersji 17C z Hong-Kongu, która zasabotowała mój pobyt w Yangshuo.
  • Wrzód Roku: Okazaki-sensei
  • Za nader skuteczne uprzykrzanie swoimi quizami życia 30tu osobom i nieustanne próby udowadniania mi, że nie znam się na własnej specjalizacji.
  • Głupol Roku: Homeczek
  • Za niegodne zachowanie na sali sądowej :]

  • Żenua Roku: aneczka
  • Za bujne życie na stypendium, totalne nieogarnianie spraw pudelkowych i tych bardziej istotnych po powrocie oraz wtopy z powodu "światowych" przyzwyczajeń.
  • Śmiechawa Roku: Mista Karol w jimjilbangu.
  • Epika Roku: bycie sempajem dla wszystkich ^___^V
  • Gadżet Roku: tu mam problem... chyba nowy laptop, bo wreszcie mogę grać :P A, i telefon z Androidem ^^
  • Zakup Roku: kubek Kioto ze Starbucksa^^
    • Mądrość Roku: Party hard :P
    • Komplement Roku: Gdybym mogła wybrać sobie nogi, wzięłabym Twoje. - Vanessa
    • Lol Roku: brak? O.O
    • Drink Roku: Sparx jako tania podstawa dobrych imprez; japońskie kamikaze jako fancy podstawa dobrych imprez; German legspread za ciekawe połączenie składników oraz polskie odkrycie: negroni i Manhattan za gorzkawy smak :)
    • Terapeuta/Znachor Roku: ja
    • Bo z niewiadomego powodu wszyscy przychodzili do mnie po porady wszelakie :>
    • Cud Roku: Moja zaskakująca popularność. Niestety, została za granicą :P A także to, że po roku obżerania się sushi i innymi frykasami, nie dość, że schudłam to jeszcze podobno w cycki mi posżło. A także poprawił mi się wzrok (który już się zdążył pogorszyć z powrotem T__T )
    • Kuriozum Roku: Babcia-admin ;]
    • Szok Roku: Mój chrześniak lubi się ze mną bawić. Ba, on chce się bawić tylko ze mną O.O
    • Odkrycie Roku: clubbing XD :P
    • Lokacja Roku: Yangshuo oraz Sushi Ichiba
    • Ciacho Roku: Shinee (za nieodłączny teledysk imprez wszelkich) oraz Żimi (bo moje prywatne :P )
    • Film Roku: King's Speech, Tinker Tailor Soldier Spy, X-men: Pierwsza Klasa
    • Serial Roku: Gra o tron, Jekyll (ale ogólnie rok był bardzo kiepski :/ )
    • Wideo Roku: Shinee - Mirotic, Japanese girl explains Star Wars
    • Piosenka Roku: Gotye - Somebody I used to know (za tekst), David Guetta - Memories (za przesłanie ;D ).
    edit: Jakże mogłam zapomnieć!!! Tyle razy o nich wspominałam...
    • Wynalazek Roku (a raczej wszechczasów, ale w tym roku już obowiązywać nie będzie..): nomihōdai oraz tabehōdai ^____^

    13 grudnia 2011

    odwrotny szok kulturowy - suplement

    * nie wszystkie samochody są białe
    * nie widuję ludzi z iPadami. Ba, większość ludzi uważa, że głupotą jest je kupować.
    * Pociąg stoi na peronie pół godziny wcześniej. To tak rzadko odjeżdżają z niego pociągi?
    * Przepyszna kawa w kawiarni jest w cenie obrzydliwej japońskiej lury z automatu
    * Polacy są ogromni... A kobiety strasznie wysokie

    16 listopada 2011

    odwrotny szok kulturowy

    czyli Polska widziana po roku na obczyźnie ;)

    * reklamy proszku podają temperaturę prania!
    * ile starych samochodów!
    * to aż tyle facetów ma wąsy i/lub brodę? O.O A jakie gęste...
    * pamiętałam, że podstawowy styl Polaków to pseudo metalowiec z jakimiś długimi kłakami, ale nie sądziłam, że aż tak mi będzie przeszkadzać :/
    * mmm... jaki my dobry chleb mamy... mniam! przez miesiąc miałam ochotę jeść głównie kanapki ^^
    * w każdym domu jest piekarnik - niebywałe
    * sushi - w Japonii bardziej zbliżone do fast fooda, w Polsce jest burżujskim daniem, jedzonym fudufafa, a smakuje okropnie. Ryba drugiej świeżości istnieje.
    * w Japonii nawet książki pakuje się do czarnych reklamówek, żeby chronić prywatny wybór, a w Polsce? Zestaw biustonoszy ląduje bez namysłu w przezroczystej reklamówce :>

    13 października 2011

    chiński misz masz III

    Tyle złego napisałam o pociągach, teraz może coś dobrego. Po pierwsze ceny: Średni dystans między lokacjami wynosił 600km, cena za miejsce stojące jakieś 40 zeta. Biorąc pod uwagę, że to jest cena za miejsce siedzące, jeśli się wie jak je dostać, to bilety wychodzą całkiem tanio. A jak jest szczyt sezonu to niestety za takie ceny płaci się brakiem wygód ;)Po drugie, Chińczycy wiedzą, że jest ich dużo i w związku z tym podstawiają tyle wagonów, ile się da. Średnio około dwudziestu. Oj, jak zobaczyłam po raz pierwszy chiński pociąg... Jak podjechał, tak nie mógł się skończyć :P Czasem trzeba było tuptać kilka minut do właściwego wagonu.

    Porada na przyszłość: nie wybierajcie pociągów bezklasowych ;) Pociąg z Pingyao do Xi'anu kosztował nas 16zł. Trochę zdziwiło nas to, że ten sam dystans do Pingayo kosztował dwa razy tyle, ale idealnie pasowała nam godzina, więc specjalnie się nie zastanawialiśmy. Dopóki nie podjechał horror z wentylatorami i zrozumieliśmy dokładnie, co znaczy brak literki przed numerem połączenia :P

    ***

    Chińczycy jedzą. I to jedzą mnóstwo i wszędzie. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ludzi z siatkami pełnymi jedzenia, idących do pociągu, myślałam, że to siatka dla całej rodziny. Dopóki nie stwierdziłam, że KAŻDY taką niesie o.O Średnio na jedną osobę przypadały dwie zupki chińskie, jakieś snacki typu orzeszki i ze 2 litry wody O.O Nieważne, czy dorosłego czy dziecko. Dodam, że pociąg odjeżdżał najczęściej w okolicach 21 i był na miejscu koło 6. My z Filipem zadowalaliśmy się kolacją przed odjazdem i śniadaniem rano ;)
    Taki sowity prowiant dotyczy nie tylko pociągu. Również przy wyjściu w góry Chińczycy byli zaopatrzeni w zupki, zielone herbaty i snacki. Nawet jeśli większość z nich wyjeżdżała na szczyt kolejką ;]

    ***

    Myślałam, że to Koreańczycy jedzą najwięcej zupek chińskich (uwaga, w Azji najpopularniejsza postać to duży papierowy kubek z makaronem do zalewania, nie jak u nas, paczuszki do włożenia do miski) dopóki nie zobaczyłam stosów kubków pietrzących się w dworcowych sklepach, ulicznych straganach, hotelach, no dosłownie wszędzie.
    Ponieważ to danie narodowe, trzeba umożliwić rzeszom jego spożywanie. Automaty z wrzątkiem (darmowe!) są na lotniskach, dworcach i oczywiście koniecznie w pociągach!
    Ja dopiero od koniec wyjazdu wymyśliłam, że można by ich użyć również to robienia kawy :P

    ***

    W pewnym momencie, widząc po raz kolejny Filipa próbującego się wcisnąć do autobusu (nie mógł się wyprostować i musiał stać ze skrzywioną szyją - od razu stał się oczywiście atrakcją dla miejscowych ;] ), stwierdziłam, że przy wyrabianiu wizy do Azji (a zwłaszcza Chin, tutaj problem rzucił mi się w oczy wyjątkowo) powinno się podawać swoje wymiary :> Wnioski za dużych powinny być odrzucane lub powinni podpisać jakąś klauzulę, że nie będą protestować, że środki transportu, siedzenia, czy inna przestrzeń publiczna są dla nich za małe ;]

    ***

    Jedna z ciekawszych osobliwości Chin: sklepy są tu pogrupowane. Niezależnie od popytu na dane usługi, jeśli znaleźliśmy jeden sklep, było pewne, że kilkanaście metrów dalej będzie kolejny. I dotyczy to zarówno warsztatów samochodowych, hurtowni orzeszków (w tych przypadkach ciągnęły się jeden koło drugiego, wzdłuż całej ulicy), jak i sklepów agd, fryzjerów, sklepów muzycznych, z grami, z przyrządami do kaligrafii, kantorów oraz burdeli. Nawet węższe specjalizacje typu sklep ze sprzętem do golfa, czy wędkarski też zawsze chodziły przynajmniej parami.

    ***

    Podróż chińskim pksem męczy chyba bardziej niż pociągiem... Haha, już widzę jakie horrory sobie wyobrażacie :P A owszem, jest wygodniej, bo busy kursują często i nie ma problemów z miejscówkami. ALE program rozrywkowy, jaki jest fundowany pasażerom... Najczęściej jest to kompilacja kabaretów, puszczona na cały regulator... Poziom gagów jest mocno klozetowy, miałam wrażenie, że cały komizm opiera się na jak najgłośniejszym darciu mordy, bo inaczej się tego nie da nazwać. Chwilą wytchnienia od tego jazgotu jest tyrada przewodnika, wygłoszona szczekającym chińskim, również na cały regulator. Oczywiście Chińczycy czują się w tym hałasie znakomicie, nie przejawiali ani cienia zmęczenia decybelami, wręcz przeciwnie dokładali jeszcze trochę od siebie, gadając nieprzerwanie z innymi.
    Zanotować: artykuł pierwszej potrzeby w Chinach: stopery

    ***

    Zabawne incydenty w pociągach. W wagonach jednego z pociągów były porozwieszane wielkie czerwone banery. Co kilka metrów coś krzyczało żółtymi znakami na pasażerów. W naszym wagonie ich nie było, nie wiedzieć czemu, dzięki czemu mieliśmy przez jakiś czas zabawę, dumając co może być ich treścią. Ich dostojność oraz fakt, że Partia obchodzi właśnie 90. rocznicę założenia, skłoniły nas ku przypuszczeniu, że sławią potęgę partii i systemu. Ale nie XD Przy okazji wizyty w łazience przyjrzałam się im z bliska i okazało się, że to jedynie element kampanii społecznej, uczącej Chińczyków kultury XDXDXD Może i hasła były patetyczne, czego bym się spodziewała, ale mój poziom chińskiego jest za niski, żeby to stwierdzić. Na pewno natomiast chodziło o to, żeby nie rozmawiać przez komórkę, nie przeszkadzać współpasażerom, nie śmiecić itd.