Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

4 października 2011

moda retro!

Kochana Europa może i ma swoje wady, ale z pewnością jest lepiej ubrana od Nihonii. Idę ja dziś do galerii, a tam wreszcie brak worowatych szarawych sukienek, za to najwyraźniej kolorem kolekcji jesienno-zimowej jest... pomarańczowy! ^___^

A w Cache cache ciuchy są wręcz i-de-al-ne.



Moje ulubione kolory, krój i wzory. Kupiłabym przynajmniej ze cztery, ale co z tego skoro biedna jestem? :/
Więcej tutaj

28 listopada 2010

ankieta

Pomocy, jestem w kropce.
Trafiłam niedawno do odzieżowego raju. Pełnego takich ciuchów o jakich zawsze marzyłam, w stylu tych odjechanych strojów wojowników w haute-couture filmach japońskich. Jeśli chodzi o stopień skomplikowania i tego jakie robią wrażenie to przypominają te:
Tyle że są mniej punkowe a bardziej japońskie ze wstawkami z tradycyjnymi wzorami itd.
ALE każda część stroju kosztuje przynajmniej 14000 TT____TT Czyli mniej więcej 5 stówek PLN i 1/8 mojego stypendium...

A żeby jakoś sensownie wyglądać musiałabym kupić przynajmniej spodnie i kurtkę, a najlepiej jeszcze kilka innych dodatków.

Kupować? Nie kupować???

30 września 2010

dies irae

Zapowiadany od miesiąca Dzień Shoppingu zaczął się moim vqrvem miesiąca, ponieważ mój ukochany maluszek odmówił współpracy TT____TT Nic nie dało dodawanie gazu, pompowanie paliwa i zwiększanie ssania - silnik nie ruszył i już. A to prawdopodobnie ostatnia okazja na naszą wspólną podróż u.u
Następnie wskazówka irytatora pięła się coraz wyżej, bo oczywiście w sklepach same szmaty i badziew, a tu by wypadało coś kupić. Nie licząc godziny przerwy, gdy zaszłyśmy do zapomnianego sklepu z odzieżą lniano-ręcznie malowaną, cały dzień zaliczam raczej do mocno wkurzających.
Na szczęście pod samiutki koniec wypatrzyłam znienacka piękny płaszcz *o* Desigual model jesień 2009 to nie jest, ale naprawdę niewiele mu brakuje i był trochę tańszy ;) No i mamusia moja kochana zasponsorowała nie tylko płaszczyk, ale i nowe buty :P
Ja jak zwykle pozostałam w klimatach narzuty na kanapę/malowanych obrazków :P

A czerwonych conversów w rozmiarze 38 dalej nie mogę upolować :/ Ratowanie świata musi chyba jeszcze poczekać...

26 listopada 2009

bieda

Już dawno tak nie żałowałam, że nie mam na koncie miliona, który bym sobie mogła bez krępacji wydawać...
Chcęęęęęę.....
Absolutnie najpiękniejsze płaszcze jakie widziałam w życiu mają też w Dublinie...
Ubrania z promoda, na które do tej pory żal mi było kasy, wydają się taniochą przy kurtkach za 300 euro :/

19 października 2009

kolekcja zimowa

Mam! MAM! Po tylu latach wyczekiwania MAM swoją osobistą i personalną czapkę w japońskim stylu. Jednak jak mamusia coś kupi to nie ma ch*** we wsi, jak mawiał poeta. Chciałam w tym miejscu serdeczniej jej podziękować, za inne zakupy również, bo zazwyczaj jak tylko dostanę Dobro w swoje łapy to nie myślę o podstawowych grzecznościach ;P
I pomyśleć, że musiałam czekać na nią trzy lata... Tyle czasu potrwało zanim ta część skośnej mody trafiła do Polszy. Bo oczywiście te paskudne worowate sukienki przyszły prawie od razu, ugh. I niestety wszystkich "fanów" mody ciążowej muszę zmartwić informacją, że cieszą się one dalej powodzeniem w Japonii, więc ich urzekającym widokiem trzeba się będzie napawać jeszcze ze dwa lata :/
Ale co tam, mam zajebistą czapeczkę. Nie ma to jak polepszacz humoru za niewielkie pieniądze, dzięki któremu każdy zimowy poranek będzie trochę pogodniejszy ^^

25 września 2009

jest nadzieja

Chudych, wielkookich brunetów w dobrze dopasowanych garniturach można już znaleźć także w Europie :D W Polsce, niestety, jeszcze nie stwierdzono ;]
Styliści brytyjscy znają się na rzeczy - połączenie prostego, eleganckiego garnituru z conversami jeszcze nigdy nie było tak udane *o* ufufu ^^ (garderoba Doktora ogranicza się do brązowego garnituru z beżowymi conversami i niebieskiego z czerwonymi, ale jak dla mnie mogłaby się składać tylko z pierwszego zestawu ;P Jedyne nad czym ubolewam to zbyt prosty sposób kręcenia ;] A owszem, Doktor broni się sam, ale jakby dołożyć tu zwolnione ujęcie, tam odpowiednie zbliżenie od razu radość z oglądania wzrosłaby o jakieś 100% Kamerzysta powinien pojechać na szkolenie do Tamil Nadu - tam są specjaliści od kreowania Bohatera :D)
To jeśli chodzi o Doctor Who-look. Sam David wydaje się być zwolennikiem bardziej... hmm... urozmaiconego stylu :D Koszule w kwiaty, nietypowe wzorki i materiały - tak tak, prawdziwa azjatycka odwaga ubraniowa ^__^v
Ogólnie rzecz biorąc, David potrafi sprawić, że nawet totalnie beznadziejne połączenia odzieżowe wyglądają dobrze :D Ot choćby chaos wzorkowy ;]Albo op-art na garniturze ;]
David posiada też spory zestaw aksamitnych garniturów XD Mój ulubiony XD
I taki bardziej przyswajalny ;)
Arabella Weir nazwała go the gayest straight man [she] knows. Trafne.

Heloł, czerwone buty do czerwonego krawata i białego ganituru? o.O A on to przepchnął :D I jeszcze spowodował lawinę zachwytów na forach ;] Hihi, fangirlizm jest ponad wszelkimi podziałami i granicami, wszędzie wygląda tak samo :D Ale miło wejść w świat nowego idiolektu - na azjatyckich forach nie spotkałam się na przykład z określeniem GQMF. A przecież nie mogę poszerzać wiecznie tylko słownictwa technicznego ;]
Casual style też mu pasuje ^__^
A tu wygląda jakby ubrał na siebie chiński parawan XD Ostatni raz w takiej kwiecistej koszuli widziałam chyba Yon-samę...

Ech, jeszcze tylko półtora sezonu... :(
A póki co David Tennant króluje zarówno w czołówce jak i w rankingu chudzinek europejskich ;]

Aha, czy ja robiłam zestawienie azjatyckich chudzinek w garniturach...? Bo nosiłam się z tym zamiarem, ale nie wiem czy w końcu go zrealizowałam...

23 grudnia 2008

prezentowo

Wokół przedświąteczne szaleństwo a ja siedzę sobie w cieplutkim pufie, popijam francuskie winko i delektuję się moim nowym nabytkiem. Jednak prezenty ode mnie dla mnie są zawsze najbardziej udane :D Na co dzień staram się unikać wizyt w księgarniach, ale ostatnio przy okazji present hunting dla mojej kuzynki wlazłam nieopacznie do Taniej Książki na Brackiej. Dla kuzynki oczywiście nic nie znalazłam, ale dla siebie i owszem i 2 stówki ulotniły się szybko z portfela, za to w plecaku przybyło 5 kilo książek i albumów. Zwłaszcza 4kilowe Art of East Asia miało tu swój spory udział ^^ Teraz mogę już nic innego nie dostać a i tak zaliczę te święta do wyjątkowo udanych, jeśli chodzi o prezenty ;P

Ale ja właściwie nie o tym... Albo raczej nie do końca ;P
Chcę, chcę, chcę!
Książkowe prezenty jestem gotowa zrobić sobie w każdej chwili, ale na ciuchy zawsze szkoda mi kasy. Więc jeśli przypadkiem na tego bloga natrafi jakiś filantrop, który będzie chciał mnie uszczęśliwić to ja bardzo poproszę taką sukienkę ;P
I jak zazwyczaj moda zupełnie mnie nie obchodzi to kolekcja Lie Sang Bonga wyjątkowo trafia w mój gust XD

27 marca 2008

ostatnio byłam grzeczna..

Kami-samo*, może dałoby się coś z tym zrobić:
Jak ja bym chciała, żeby u nas na ulicy też się pojawili panowie w takich fryzurach. A nie tacy, dla których jedyny przejaw szaleństwa to zgolenie z tyłu nie na trzy centymetry tylko na cztery :/
Chcę!

I jeszcze trochę fantazji w ubiorze. Nie wymagam kolorowych spodni i szaliczków w paski, chociaż tyle:
chcę, Chcę, CHCĘ!

*Kami to japońskie bóstwa shintoistyczne. Jest ich parę miliardów, ale ja się odwołuję tylko do jednego kami, bo to bliższe mojemu kręgowi kulturalnemu. A "sama" to najbardziej honoryfikatywne odniesienie się do drugiej osoby (takie jak znane wszystkim "san", ale używane do VIPów, mega-speców, rodziny cesarza i innych osób bardzo szanowanych).

Dziś ostatni dzień ferii (co z tego, że ciut samorzutnych ;P ).. Trzeba się przenieść z Krainy mniam mniam Obiadków do Krainy Szybkiego Internetu ;]
Ale od jutra weekend - jakoś to będzie :D

5 grudnia 2006

podsumowanie

Tym razem coś o was, drodzy czytacze;]
Co prawda nie mam licznika na stronie, ale na youtube i owszem. I co? Wcale was nie interesowały zabytki, którymi się zachwycałam. Je oglądała połowa średniej, ale za to japońskie nogi każdy zobaczył co najmniej trzy razy;]

Będę w Balicach jutro o 20. Jeśli ktoś będzie na mnie czekał, będzie mi bardzo miło;P
Życzcie mi powodzenia przy ważeniu..

Ostatki:

Zwróćcie uwagę na cenę:)

2 grudnia 2006

co zostało z Edo?

Czyli jak się mają mity i wyobrażenia o Tokio do rzeczywistości.

Mit1: Kanto a Kansai - czy rzeczywiście jest między nimi różnica.
(*Kansai to część środkowa Japonii (Kioto, Nara, Osaka, Kobe) a Kanto to region z Tokio)
Jest. I to spora: pierwsza zauważalna to salarimani - chyba największe zagęszczenie garniturowych panów na świecie.
Są na ulicy cały dzień - od 7 do 20 wieczorem (tyle widziałam na własne oczy;).
Tutaj filmik z malutkiej stacyjki typu Rzeszów osiedle albo Kraków Zabłocie. http://www.youtube.com/watch?v=G-M_ZUmD_o0
Po drugie - człowiek szybko się uczy, że tu stoi się na ruchomych schodach po lewej stronie i z prądem się nie płynie a biegnie, bo tu nikt nikogo nie omija tylko popycha.
Ale jak wpatrywałam się w mapę to podszedł do mnie starszy pan i zapytał pięknym angielskim czy może mi pomóc, więc tacy znowu zamknięci na gajdzinów nie są.

Mit 2: panowie popychacze.
(Wszyscy o nich słyszeli i widzieli zdjęcia, ale to może jakiś fotomontaż..)
Też są - zostałam osobiście przez jednego wepchnięta:D I może nie tyle chodziło na mojej stacyjce o to, żeby wpychać ludzi, tylko, żeby przytrzymywać drzwi automatyczne. Niestety, wszystko działo się zbyt szybko, więc zdjęć nie ma.

Mit 3: hotele z kapsułami do spania.
*Właśnie dokładnie to jest tu napisane:) Przy shinkansenowym dworcu w Osace.

Mit 4: tematyczne dzielnice.
Jeden dzień mieliśmy cały wolny, więc zakupiłam znowu bilet jednodniowy (1100 jenów) i wsiadłam w Yamanote-to taka linia, która okrąża najważniejsze dzielnice w centrum Tokio.
Najpierw śniadanko w parku Ueno i coś dla Michała;]
To coś wyglądające na pyzę nazywa się "~man" i jest słodkawą pyzą z mięsem - dla mnie bomba. I do tego do kupienia na ciepło w każdym kombini (24h sklepie) o dowolnej porze za 100 jenów.
Widziałam też żonę cesarza^^ Pomachała mi z samochodu. Przyjechała do muzeum w tym parku, ale akurat dziewczyny z aparatami poszły do zoo:/

Akihabara czyli podobno dzielnica z tanim sprzętem leżącym na ulicy. Nie stwierdzono. Za to masa salonów pachinko. Sklepy z elektroniką też są, ale ceny są dużo lepsze w podobnej dzielnicy w Osace, więc to pewnie okazja tylko dla ludzi ze stolicy.
Kanda czyli podobno dzielnica księgarni i antykwariatów. Tu spotkało mnie największe rozczarowanie - może i tak było 5 albo 10 lat temu. Teraz to dzielnica salarimanów, firm i oczywiście wszelakiego rodzaju restauracji i salonów pachinko. Nie mogłam w to uwierzyć i przez godzinę w deszczu dzielnie wędrowałam w każdą stronę od dworca i nic:/

Ginza - uff, aż mnie oczy bolały od tej całej biżuterii - sklep Tiffany'ego był większy niż cały nasz budynek japonisyki (czyli standardowej 4-piętrowej kamienicy). Do tego Louis Vitton i cała masa innych produktów luksusowych, o których nigdy nie słyszałam. Popędziłam do Tag Heuera, ale niestety też nie doczekałam się jedynej właściwej reklamy. Były tylko takie z Tigerem Woodsem..

Shibuya - mnóstwo sklepów, ale zaraz za nimi czają się wieżowce pełne salarimanów.
A tu wersja elektroniczna momiji dla wiecznie zapracowanych.

Harajuku
Elizo, po męża tylko tutaj! Największe zagęszczenie bishonenów w Japonii. I to nie tylko na plakatach;)
Ogólnie dzielnica młodych i artystów. I dziwnie ubranych indywiduów.
A to ten słynny mostek, gdzie w niedzielę jest spęd dziewczyn poprzebieranych za postacie z mang.
Na przykład takie:

Shinjuku czyli dzielnica wieżowców, ale mnie interesowało kabuki-cho zaraz obok. Zamiast teatrów i herbaciarni zastałam oczywiście knajpy i pachinko.
(Stroje kabuki mogłam pooglądać w muzeum - zwróćcie uwagę na buty)
Podsumowując - tematyka dzielnic powoli zaczyna obejmować tylko jedną dziedzinę:/

Misz-masz:
Pałac cesarski i ogród:
(to oczywiście nie dom cesarza tylko wieżyczka strażnicza;])
Tookyoo tawaa;]
A to mnie rozbroiło - wyjaśnienie co widać, dla niewidomych. Było tylko z jednej strony - strony góry Fuji;]

Zwiedzaliśmy też centrum Panasonica - sprzęty przyszłości - przesuwanie ekranu po ścianie ruchem ręki, odbieranie maila głosem i takie tam, a mnie się najbardziej podobał spory telewizor, na którym pięknie było widać wszystkie szczegóły a nie jak na tych naszych, gdzie się wszystko rozmazuje;P
Ale najpierw posadzili nas w sali konferencyjnej i oglądaliśmy prezentację. Czułam się bardzo ważna w tym całym skórzanym fotelu;P
A potem wyświetlili na zewnątrz powitanie

Na końcu dwie godziny na lotnisku Haneda, Tokio nocą z lotu ptaka i dom^^
Ale jeszcze musiałam mieć przejścia z celnikami: prześwietlenie bagażu i okrzyk "abunai!" (niebezpieczny). I co? Mój scyzoryk do obierania kaki wylądował w żółtej kopercie na produkty potencjalnie zagrażające życiu, razem z nożykiem do listów koleżanki i musiałam go odbierać w Kansai (dobrze, że usługa była darmowa;P). Sklasyfikowano go jako "army";]

Kitty-chan zagraża równie agresywny przeciwnik:
Choć widziałam też w sklepie z kawaii rzeczami notatnik z Krecikiem^^ Słowianie atakują. W telewizji też leci, ale tylko raz udało mi się na niego trafić..

Pokemonowy samolot;]

Spiderman pod lampionem:

Starodawne łyżwy przyczepione do geta - co kraj to obyczaj;]
A to zobaczyłam w Harajuku - nie wiem co to za pan, ale widocznie uznali nazwisko za trendy;]
Hai, oshimai! Dobranoc.