Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bolly maczety i okolice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bolly maczety i okolice. Pokaż wszystkie posty

30 września 2008

południowa stolica Polski, część 3

Do Łodzi ponownie przybyli maczeciarze i wielbiciele mordobicia wszelakiego. Mnie też nie mogło zabraknąć, tym bardziej, że znowu pokazywali film z moimi literkami ;)

Tym razem Homek załatwiła przewodnika po Łodzi, więc zwiedzanie wyglądało trochę inaczej niż ostatnio.
Dowiedziałam się gdzie jest knajpa Poniedzielskiego ^^

Zwiedziłam łódzkie kanały

I odkryłam kilka ciekawych towarów XD
Dla niezorientowanych: to jest napis 明るい未来 tylko źle włożono szybkę do tej lampy i wyszło odbicie lustrzane ;] ;] ;] No ale kto by się tym przejmował, w końcu liczy się to, że jest egzotycznie ;]

A przebieg maratonu był już tradycyjny: aaa, ufufufu, trzask, uuuu, nachore ooo, młaaaa, chlast, jeee i inne bogate znaczeniowo onomatopeje ^^ A oprócz nich przepyszne naleśniki, ciasta, Powróz Śmierci i obrady KATa. No i plakaty :D Od razu lepiej mi się śpi w otoczeniu skośnych chłopaków ;P

A w styczniu Stalin XD Moja się cieeeszyć ^____^

27 kwietnia 2008

Łódź - południowa stolica Polski :D

czyli pokrótce o tym, jak wyglądał maraton filmów południowych :)

1. Połączenia z Krakowem są f a t a l n e. W jedną stronę pojechałam pociągiem i byłam na miejscu o 12, ale w drugą wracałam już pksem (co nie było takim złym wyjściem, zważywszy na to, że dworzec był 2 minuty od kina, bilet kosztował tylko 2 złote więcej niż kolejowy a na sensowny pociąg musiałabym czekać 9 godzin :/ I to na taki jadący z dworca na przedmieściach).
Poza tym zupełnie nie rozumiem idei dwóch dworców głównych, z których jeden (kaliska) jest oddalony o pół godziny spacerkiem od centrum a przez drugi w ogóle nie jeżdżą bezpośrednie pociągi z Krakowa.
2. Łódź jest niesamowicie przestrzenna, tak szerokich chyba nigdzie nie widziałam.
3. Piotrkowska jest przereklamowana - nic ciekawego a do tego środkiem "deptaka" jeżdżą samochody. A ta rozkopana ulica w centrum miasta ciągnąca się po horyzont mnie zszokowała.
4. Nie jestem typem, który jest w stanie radośnie spędzić 3 godziny w galerii handlowej, ale Manufaktura bardzo mi się spodobała. Z zewnątrz, znaczy się, bo zobaczyłam te słynne łódzkie przędzalnie (a przynajmniej budynki :P ). I mają tam bardzo wygodne pufy co krok, na których dobrze się drzemie :P
5. Najważniejsza rzecz: symbol przynależności do haremu :D

6. Międzynarodowe przymierze żon (bo z H. reprezentujemy dwuosobowy harem Yon-samy, niestety ja zdecydowałam się jednak na promowanie Kamala ;) ).

7. Sam maraton był bardzo udany, reakcje publiczności żywe i entuzjastyczne :D Ashok i Chatrapathi po raz kolejny ocalili Andhra Pradesh a Mathi i Aathi zdążyli wbiec na górę po tatusia ;) Sala kinowa była zapełniona mniej więcej w 3/4.
Niestety widać było, że filmy leciały z dvd, bo obraz był trochę rozmyty i jak bohater stał gdzieś na dalszym to nie było widać szczegółów twarzy, ale kto by się przejmował takimi szczegółami ;)
8. Ja wchodziłam za darmo jako sponsor :D Ależ było miło usłyszeć oklaski w kinie na widok stopki z własnym nickiem ^____^
9. Podsumowując: 10 godzin jazdy, 10 godzin w kinie, 2 godziny spaceru po Łodzi, 4 godziny w Manu. Jak wracałam autobusem i próbowałam trochę odespać to myślałam, że chyba się starzeję, bo zmęczył mnie ten maraton i że na następny chyba nie pojadę, ale teraz już nie jestem tego taka pewna :P Fajnie było :D

17 listopada 2006

to, co wszyscy lubią najbardziej;)

Czyli o tym jak dziś wreszcie miałam czas na randkę;P
Do bolly-czytaczy - chodziłam od dwóch dni w skowronkach i cieszyłam się jak głupia na seans i przy okazji dowiedziałam się, że większość moich współstypendystów widziała choć jeden film z S. W Serbii, Rumunii, Słowenii, nawet Arabii Saudyjskiej filmy bollywoodzkie normalnie lecą w telewizji. Dziewczyny z Kazachstanu i Kirgistanu też kiwały głowami ze zrozumieniem:)

Ale to Japonia według a. więc do rzeczy:
No, za czym ta kolejka?..
Dziś krótki przewodnik aneczki po zdradliwym japońskim jedzeniu.
Ogólnie rzecz biorąc, przyjeżdżając tutaj należy porzucić wszelkie doświadczenia kulinarne nabyte w Europie. Tu wszystko udaje coś czym nie jest. Zarówno pod względem smaku jak konsystencji.
Gruszka udaje jabłko.
Coś co wygląda na kawałki ziemniaków okazuje się słodziastymi mordoklejkami. To z tyłu to budyń o smaku gotowanego jajka z ukrytymi kawałkami ośmiorniczek i kleszczami kraba.
Myślałam, że to mandarynka w galaretce, ale to była mandarynka w szklistym lukrze.
A już broń Boże nie jedzcie czegoś, co udaje kotlety. To zbitek pozbawionych smaku żył.

Najdroższe są chyba owoce. Jabłka może i wszystkie są czerwoniutkie i okrąglutkie, ale za jedno takie można kupić co najmniej kilogram naszych. Za to to pomarańczowe (kaki) jest rewelacyjne. Ja wiem.. taka bardziej intensywna i twarda morela.
Tego nie polecam. Nazywa się uden i wszystkie te składniki smakują właściwie tak samo, czyli jak gumiasty kalmar. Nie wiem jak to robią, ale nawet jajko nie smakuje jak jajko.. To szare to chyba tofu..
Pamietacie rybę w ryokanie? Teraz możecie się zapoznać.
Ta dla odmiany naprawdę jest dobra. Nazywa się taiyaki i jest z gęstego ciasta naleśnikowego głównie z nadzieniem ze słodkiej fasoli, ale da się też zdobyć takie z czekoladą:)
Bardzo bezpiecznie - "dinner" i wszystko jasne;]
Najbezpieczniej jest kupować wszelkiego rodzaju panierowane ryby, krewetki i krokiety.
To też jest dobre. Soba - czyli rosół z makaronem gryczanym. Można sobie do niego dorzucić różne dodatki - ja lubię dużo wodorostów, suszonej ryby i plasterek smażonego tofu.

I na koniec dzisiejsze kuriozum. Wachlarzyk;]

12 listopada 2006

to się nazywa tajken!

czyli rzecz o doznaniach cielesnych w przeciwieństwie do keikena gdzie tylko się patrzy :)
Jak to zwykle w moim przypadku nie było mowy, żeby wszystko poszło bez problemów i podczas gdy większość ludzi czekała na swoją rodzinę najwyżej 15 minut, ja czekałam półtora godziny.
Za to w niezłym towarzystwie;] A jak się wszyscy o mnie martwili i przepraszali;P
W końcu pojawiła się pani, która oczywiście zaczęła mnie jeszcze bardziej przepraszać i nie mialam jak powiedzieć formułki powitalnej w stylu "konkai wa osewa ni narimasu itd. czyli dziś oddaję się pod państwa opiekę".
Przyjechała po mnie samochodem, więc oczywiście najpierw miała ubaw jak chciałam wsiąść na fotel kierowcy;P
To większa część rodziny:
Jeżeli dobrze policzyłam (bo oni tu dalej podają datę urodzenia w latach Showa..) to dziewczyna ma 24 lata, pani 52, a pan 56.
Tak wygląda okolica:
Widok z mojego okna:
I teraz coś dla Asi. Zapomnijcie o zenie, shinden-zukuri, tokonomach i innych. Tak wygląda mieszkanie przeciętengo Japończyka (no może nie przeciętnego, bo ci raczej byli z tych bogatszych, wnioskuję m.in. z posiadania trzech samochodów w tym jednego z siedzeniami ze skóry, naiwgacją itd.)
Przedsionek:
Pokój z otwartą kuchnią:
Mój pokój:
Tak się przechowuje kimona:
I łazienka:
i taka ciekawostka. Bardzo przdatna rzecz w kraju, w którym większość czasu spędza się na podłodze. Nie ma przełącznika na kablu. Dokładnie sprawdziłam:)
Prawdę mówił Krzyś, że trzeba bardzo uważać co się mówi, bo Japończycy będą się czuli zobowiązani do spełnienia wszelkich zachcianek. Pani się mnie zapytała, co chciałam zrobić w Japonii. No to ja bez zastanowienia, że chciałam kupić geta, ale jest już trochę za późno i trochę trudno je znaleźć. I co się stało jak przyjechaliśmy? Pani dała mi komplet yukaty i get (Aha, chyba nie napisałam wcześniej co to yukata - to takie letnie kimono, dużo cieńsze, składające się tylko z jednej warstwy i nie wymagające tak skomplikowanych węzłow. A geta to takie klapki na drewnianym koturnie.)
Zauważcie jak pięknie pasuje wzorek na geta do tego na yukacie.
Poza tym trochę badziewia z pani pracy (mamo, co ja mam z nim zrobić? Te portmonetki i klips na lodówkę to może się przydadzą, ale figurkowa lampka i kuchenny timer już nie bardzo.. :/)
Do tego poskarżyłam się jak trudno znaleźć w Japonii sushi-bar. Więc pojechaliśmy do jedynego w okolicy, w którym trzeba było robić rezerwacje, bo był bardzo popularny:
Herbatę robi się samemu ze sproszkowanej zielonej herbaty.
Ci ludzie nie mieli rezerwacji:
A dziś powiedziałam, że chciałam zwiedzić najważniejszą świątynię w Osace, czyli Sumiyoshi Taisha.
Aha, tu od wczoraj pada deszcz:) Ale teraz już się przejaśniło, więc mam nadzieję, że znowu lato wróci.
Listopad to czas, kiedy świętuje się 3, 5 i 7 urodziny dzieci, więc w świątyniach masa dzieciaczków w pięknych, kolorowych kimonach.
I przy okazji lokalny odpust;]
Nie sądziłam, że te tradycyjne półokrągle japońskie mostki są aż tak strome:
Ogólnie rzecz biorąc było całkiem fajnie. Rodzina była bardzo miła, myślałam, że będę miała okazję pogadać więcej z młodymi córkami, ale one były ciągle czymś zajęte. Ale z panią też sobie porozmawiałam i dowiedziałam się różnych, ciekawych rzeczy.
Co do japońskiego - rozumiałam z 80-90% tego, co do mnie mówiła, więc raczej nie ma powodów do obaw o naszą znajomość kaiwy, drodzy japoniści. Ja też raczej nie miałam wielkich problemów z wyjaśnianiem niektórych rzeczy.
Ciekawostka dla japonistów: my nie jesteśmy Porando niwa coś tam coś tam tylko mukou...

Chciałam bardzo podziękować w tym miejscu Japan Foundation, za to, że mnie tu zaprosiła i Joli, wiadomo za co ;) Naprawdę wiele się tu nauczyłam i zrozumiałam. I za transfer 300 kilo - za czas niedługi wreszcie zobaczę Dona^____^ Och, znowu się tu prywata wdarła, ale nie mogłam się powstrzymać - to mój najbardziej oczekiwany film roku.

I jeszcze post scriptum dla Asi i maminka- część koncertu życzeń. Mam nadzieję, że Wasze poczucie estetyki nie ucierpi za bardzo:
http://www.youtube.com/watch?v=OlHpIlP3cvk
To taki bardziej umiarkowany przypadek. Są dużo bardziej ekstremalne. Większość Japonek ma krzywe nogi i przy dodatkowym stawianiu palców do środka wygląda to fatalnie, ale one z uporem maniaka tak chodzą..