20 października 2010

koncert życzeń

Ogłoszenie parafialne.

Staram się być jak dżin i spełniać wszystkie Wasze zachcianki, ale zaczynam mieć problemy z organizacją na picasie. Nie wiem jak podzielić zdjęcia z Fukuoki, ponieważ z pewnością będzie ich najwięcej, a za jakiś miesiąc pewnie już na tyle dużo, że ciężko się będzie w nich znaleźć zarówno Wam, jak i mnie, przy ich opisywaniu...
Pomyślałam, że może podzielę wszystkie na foldery dotyczące dzielnic, co Wy na to? Będzie trochę więcej miejsc do klikania, ale myślę, że póki co nie ma problemu ze śledzeniem nowych uploadów - zawsze staram się zmienić okładkę albumu, w którym pojawiło się coś nowego.
Jeśli macie jakieś inne propozycje, chętnie wysłucham ^^

Z innych spraw organizacyjnych: Homeczku, ren, skoro już podpisałyście pakt z wujkiem, możecie wpisywać komcie używając adresu mailowego ;) Wtedy dostaniecie automatycznie powiadomienie, jeśli ktoś wpisze się pod Wami^^

Eri, prawdopodobnie jutro coś dla Ciebie, czyli nuda dnia codziennego na uniwersytecie ;)

-----

edit: Ponieważ nikt się nie wypowiedział w sprawie pytania, zrobiłam po swojemu i wrzuciłam dodatkowo kilka zdjęć z dzielnicy Hakozaki.
Póki co, nie chce mi się pisać, więc nie wiem kiedy pojawi się jakiś post. Zdjęcia pewnie dorzucę w niedzielę.

jedzenie po japońsku II

Nie spodziewaliście się tak szybkiego powrotu do tematu, co? ^^ Przez ostatnie kilka dni dokonałam jednak przełomowych odkryć, więc relacjonuję na bieżąco.

1. Znalazłam mleko 1.0%, które smakuje jak nasze 1.0% - to naprawdę sukces - kawa już prawie przypomina smakiem kawę. Nie osiadam jednak na laurach i wciąż będę poszukiwać 2procentowego Graala.

2. Czy ja coś mówiłam, że bułki są dobre? To było szczęście początkującego. Wczoraj nabyłam bułkę z warzywami (groszkiem i kukurydzą) oraz z ziemniakami, serem i bekonem. Pierwsza owszem miała odpowiednią konsystencję, za to smaku żadnego; druga okazała się miękka i słodka (!) a ten bekon, ziemniaki i ser były chyba rozpylane w aerozolu albo w piance, bo się ich nie doszukałam w skorupce na bułce.

3. Nie pisałam jeszcze o owocach. To znaczy pisałam 3 lata temu, ale powtórzę ;) Są absolutnie piękne i każde nadaje się do katalogu, ale trzeba za to płacić odpowiednią cenę :/ Jedno jabłko kosztuje jakieś 5-7PLN, w zależności od sklepu i promocji. Moje ukochane kaki są trochę tańsze, bo da się je dostać już za jakieś 3 PLN, ale to i tak horrendalna cena za sztukę :/ Wczoraj NIEMIEC powiedział, że w domu bardzo lubi jeść owoce, ale tu będzie musiał z nich zrezygnować, bo są za drogie.

Z cyklu Dźwięki Japonii - ta piosenka to chyba hymn drużyny bejsbola z Fukuoki - towarzyszy mi przy większości zakupów i leci W KÓŁKO. Z czasem przestaję ją słyszeć, ale gdy atakuje mnie przy wejściu reaguję alergicznie.

19 października 2010

no kto by pomyślał

Wystarczy porządna drama i nawet najnudniejszy okres reform Meiji staje się interesujący. No i kolejny świetny motyw przewodni - zaczyna się robić ciasno w pierwszej dziesiątce, jest w niej już pewnie z 15 utworów :P


Na deser, przezabawny szkocki skecz ^^ Tak w oczekiwaniu na kolejny odcinek Tennanta - uch, nie cierpię oglądać nowych seriali :P FREEDOM!

18 października 2010

paczka

Bank Pocztowy, do którego mają przychodzić szanowne datki ministerstwa na moją skromną osobę, przysłał do mnie kartę bankomatową. Niestety, nie było mnie w pokoju (bo w końcu była niedziela - kto by się spodziewał paczki), dzięki czemu miałam okazję zbadać kolejny przejaw kultury ;)
Dostałam awizo z numerem mojej poczty i rodzaju paczki, z doklejonym numerem paczki. Pod spodem widniała informacja, że poczta jest bardzo smutna, że listonoszka przyjechała nie w porę i mnie nie zastała, ale wszyscy będą szczęśliwi mogąc dostarczyć mi paczkę jeszcze raz, w wyznaczonym przeze mnie terminie. Miałam kilka możliwości: strona internetowa poczty, automatyczna sekretarka, faks i coś tam jeszcze. Wybrałam stronę internetową, ale za nic nie mogłam znaleźć okienka, w którym mogłabym wpisać któryś z numerów. Stwierdziłam więc, że pójdę po prostu osobiście odebrać paczkę, bo akurat miałam dziś wolny czas. Chciałam wydrukować w biurze akademików materiały do zajęć, więc przy okazji postanowiłam się upewnić czy w ogóle tak można ;) Pani powiedziała, że mogę pójść, ale wcześniej wypadałoby zadzwonić, bo listonoszka może mieć mój list ze sobą (tak na wszelki wypadek? o.O ). Zapytałam więc jak to jest z tym internetem i pani wydrukowała mi stronę, gdzie mam wpisać numerki. Zanim ją znalazłam, musiałam przeklikać kilkanaście stron, ale się udało. Niestety, po uzupełnieniu jednej strony pokazała się kolejna, w której miałam uzupełnić dane personalne i inne, których nie posiadam, nie będąc Japończykiem, więc stwierdziłam, że pierniczę System i idę.
W okienku stała dziewuszka, która mówiła tak cicho i wysoko, że częstotliwość znajdowała się w większości poza zakresem mojego słuchu, ale zrobiłam kilka razy głupią minę i jakoś się dogadałyśmy. Dziewuszka spytała między innymi o to, gdzie mieszkam i jaki jest mój numer pokoju. Zupełnie nie wiem po co, bo wyraźnie było to napisane na awizie...
W każdym razie tym razem pominięcie szanownej procedury się opłaciło, bo list dostałam i mam już w ręce kartę do tych tysięcy jenów, które wpłyną na konto 29go ;)

Teraz udaję się na konsultację z koordynatorem programu, żeby wyjaśnić wątpliwości dotyczące podziału godzin. A od jutra zajęcia.