22 kwietnia 2008

wielki brat patrzy

Czego szukali ludzie, którzy trafili na bloga: :D

1. Yon-samy ^________^ BYJ prowadzi, z miażdżącą ilością 14 głosów XD

2. Najczęściej rzeczy związanych z Japonią:
- kami-samo
- tadaima
- japońskie emotki

czyli nudy, ale zdarzały się też ciekawe kwiatuszki:
- japonia śmieci
- nakrycie głowy japonia jak zrobić
- tajken zdjećia (zachodzę w głowę jakiego tajkenu ktoś szukał *lol*)

3. Ale najlepsze są randomowe wyszukiwania:
- szaruczek z kwiatami
- piosenka o cebuli - aż 2 głosy *rotfl*
- asia gajdek
- drewniane kółko i patyk
- teraz pan ma relaks (hihihi, to chyba moje ulubione)

20 kwietnia 2008

Może zamieszkasz w pudełku do butów?

- Może zamieszkasz w pudełku do butów?
- Czarujący pomysł


Od jakiegoś czasu tłumaczę fragment Pinball 1973 Murakamiego na seminarium. Nie powiem, dużo to przyjemniejsze od Lemona, którego wreszcie skończyliśmy. (Choć dr Sz miała ochotę poświęcić na niego jeszcze kolejne trzy godziny. Nasze zbolałe głosy protestu przekonały ją jednak, żeby dać sobie już spokój ;] ).

Tłumaczę z oryginału, posiłkując się tłumaczeniem angielskim i włos mi się jeży na głowie. To, na co sobie pozwala czołowy angielski tłumacz Murakamiego, woła o pomstę do nieba. Zgubione całe fragmenty zdań, zmienianie sensu, ba, pomyłki w podmiocie! Wierzcie mi, u Murakamiego to trzeba się bardzo starać, żeby podmiotu nie znaleźć.
Nie mówiąc o ewidentnych błędach rzeczowych: no żeby nie sprawdzić nazewnictwa pinballowego to trzeba być głąbem. Jak można z roto target zrobić lotto target albo nie posprawdzać nazwisk twórców poszczególnych modeli? No żałość, panie.

Celem pinballa nie jest wyrażanie siebie, ale bunt przeciw sobie. Nie ekspansja ego, ale jego redukcja. Nie analiza a subsumpcja. Więc jeśli zależy ci na wyrażaniu siebie, ekspansji ego czy analizie, będziesz narażony jedynie na bezlitosny atak migających lampek.
良きゲームを祈る。Have a nice game.

19 kwietnia 2008

symultanka

Mój szef zaskoczył mnie ostatnio pomysłem, że weźmie mnie na wykład o rodzajach pęknięć i spróbuję go symultanicznie przetłumaczyć na japoński o.O Próbowałam mu wytłumaczyć, że nic z tego nie wyjdzie, bo przecież ani słownictwa nie znam, ani nigdy nie robiłam takich tłumaczeń. Ale powiedział, że nie chodzi mu o wyniki tylko żebym sobie poćwiczyła i że jeszcze mi za to zapłaci. No to byłabym głupia gdybym odmówiła, nie?
No więc poszłam na ten wykład i byłam w szoku. Po dwóch tygodniach pracy naprawdę byłam w stanie dużo przetłumaczyć o.O Wiadomo, że nie wszystko, bo jestem dopiero na 3. rozdziale, ale i tak w porównaniu z zupełną nieznajomością tematu jeszcze 2 tygodnie temu rezultaty bezstresowego przepisywania przerosły moje oczekiwania O.O
Potem szybciutko skoczyłam na lekcję tamilskiego (pani zauważyła, że mnie ostatnio nie było - to chyba znaczy, że mnie lubi, nie? ^^ *jeej* ) i wróciłam znowu na agh. Stamtąd pojechałam tramwajem na Czyżyny, bo tam miał być wykład o komputerowym wspomaganiu badań mikroskopowych. Oczywiście tu poległam, bo pan zaczął od wstępu na temat historii fotografii a ja nawet po angielsku nie bardzo się na tym znam ;P

Jednak reasumując, jestem z siebie zadowolona. Wydawało mi się, że swoim mówieniem będę sobie zagłuszać wykładowcę, ale okazało się, że jestem w stanie automatycznie mówić i jednocześnie śledzić treść wykładu.

A na koniec dnia mój szef wysłał mi smsa, żebym mu napisała, ile czasu straciłam na dojazdy i oczekiwanie. Dobry pan, nie? Jeszcze mi za to zapłaci ^_____^

A dziś mam wolne (to chyba zresztą widać po aktywności na blogu ;P ) - rety, nigdy nie sądziłam, że wolna sobota może dać tyle radości..

redaktor aneczka

Jako ekspert od kina tamilskiego zostałam zaproszona ostatnio do przeprowadzenia w radiu dwugodzinnego, krótkiego wprowadzenia na ten temat. Wahałam się jakiś czas, bo nie znoszę wystąpień publicznych, ale zachęcona entuzjastycznym dopingiem znajomych pojechałam i nie żałuję :)
Początek był straszny, bo jednak się denerwowałam i trochę bełkotałam, ale potem jakoś poszło - przeprowadziłam subtelną promocję Kamala i innych interesujących filmów a w trakcie zdecydowaliśmy się na cykliczną audycję :D Mimo pospolitego ruszenia wśród fanek Południa nie byłam pewna, czy program w ogóle coś da, ale ze zdumieniem obserwowałam co zaczęło się dziać już następnego dnia: parę osób obejrzało Anbe Sivam i inne filmy Kamalowe, inni zaczęli z ciekawości sięgać po kino Południa.
Ach, naprawdę poczułam satysfakcję i motywację do działania dalej.

Ludzie mi mówią, że mam bardzo radiowy głos o.O Podobno miły i ładnie brzmiący. Coś mi się nie chce wierzyć ;]

A za tydzień zobaczę w Łodzi w kinie film ze swoimi napisami.
Praca społeczna czasami naprawdę się opłaca :D